|
Zdrowie, energia, siła i radość. |
|
|
Albert Szent-Györgyi,
fragmenty art. Piotra Lewandowskiego, propagatora metody samoleczenia B.S.M. (Bioemanacyjne Sprzężenie z Mózgiem) opisanej wstępnie w art. BSM; tytuł redakcji. ... Kościół katolicki pod wezwaniem Jezusa Miłosiernego w Buenos Aires, w dzielnicy Villa Urquiza. Jeden z księży, uczeń Ojca Pio zainicjował leczenie nakładaniem rąk, co obecnie stało się zjawiskiem masowym. Dnia 26 każdego miesiąca przybywają dziesiątki autobusów z całej Argentyny z chorymi. W ten sposób kapłani przywrócili praktykę, którą Chrystus przekazał uczniom - dar uzdrawiania z boskiego nadania. W ten sposób powtarzają gest zapisany w Ewangelii św. Mateusza (16:18) "na chorych nałożą swoje ręce i uzdrowią" Do dzisiaj osoby nie znające Metody B.S.M. nie
domyślają się, że trzymanie głowy w tych miejscach powoduje reakcje lecznicze.
Również uzdrowiciele do momentu odkrycia Metody nie leczyli w ten sposób,
przeważnie trzymali ręce w okolicach chorego miejsca. A wydaje się to teraz takie proste! Nie radzę jednak trzymać rąk na chorym bez zapoznania się z książką [Samoleczenie metodą B.S.M.]. Wiedza z zakresu leczenia w ten sposób była dostępna tylko w formie rytuału uzdrawiania. Liczył się jedynie wyleczony. Trzymanie rąk na głowie w miejscu, gdzie znajdują się ośrodki centralnego układu nerwowego, bez uwzględnienia wszystkich zastrzeżeń i uwag może być niebezpieczne. Zapewne nie jednej osobie tak uzdrawianej zaszkodzono, ale tłumaczono to, i tłumaczy się tak niestety dalej, że chory zbyt mało wierzył w uzdrowienie albo że taka była "wola Boska." Zaskakująca jest ignorancja Metody przez kościoły. Podobne rytuały, odprawiane są w kościołach anglikańskich i protestanckich. O ile ignorancję lekarzy można w jakiś sposób zrozumieć bo czują oni zagrożenie dla swojego bytu, to niechęć w rozpowszechnieniu jej wśród wiernych nijak się ma do szumnego pokrzykiwania o ochronie życia i pomocy bliźniemu w cierpieniu. Zakładając nawet że kościoły nie będą już mogły wywoływać cudownych uzdrowień. To przecież samo zjawisko jakim jest możliwość leczenia się własną bioemanacją raczej utwierdza wiarę w Boga niż ją umniejsza. Niech słowa odkrywcy Pól Życia dr. Harolda Saxtona Burra posłużą za kierunek myślenia jaki powinniśmy przyjąć po zaznajomieniu się z Metodą. "Kosmos, w którym się znajdujemy i od którego nie można nas oddzielić, jest miejscem, gdzie panuje prawo i porządek. Nie jest on ani skutkiem przypadku, ani chaosem. Jest on organizowany i utrzymywany przez pole elektromagnetyczne, zdolne do określenia pozycji i ruchu wszystkich naładowanych cząstek. Kosmos ten ma sens tak, jak sens ma nasze istnienie. A chociaż go nie pojmujemy, to jednak sens ten istnieje." Wszelkie nowe odkrycia polegają na zrzuceniu
ciemnej zasłony, jaką była dotychczasowo przyjęta wiedza i nauka. W przypadku
Metody B.S.M jest ona przydatna jedynie w stawianiu diagnozy, pomocy doraźnej i
ewentualną kontrolę leczenia. Zgodnie z powiedzeniem Hipokratesa " Natura sanat,
medicus curat" - Natura leczy, lekarz czuwa". Ignorowanie Pól życia odkrytych
już w latach 40 przez dr Burra z uniwersytetu w Yale, a teraz ignorowanie Metody
B.S.M., wynika z jednej tylko przyczyny. Korporacje medyczne nie widzą w tych
odkryciach interesu finansowego. Metoda B.S.M. niszczy bowiem wartość pieniądza
w medycynie. Zakładając nawet, że zbudujemy przyrządy które zastąpią nasze ciało
(ręce), to nie mogą one być drogie, bo większość będzie się leczyć bez nich.
Przy czym przemysł farmaceutyczny ograniczony zostałby tylko do wytwarzania
składników budulcowych i fizjologicznych naszego organizmu, i to w ograniczonym
zakresie. Za to dalszy rozwój medycyny możliwy jest, gdy ukierunkowany zostanie
na znaczne przedłużenie życia człowieka. Osoby stosujące B.S.M. na skutek
likwidowania chorób i dolegliwości, zdolne są do przedłużenia swojego życia.
Likwidując problemy z samym krążeniem, osoby które znam dożywają już
osiemdziesiątki, a dawno by zmarli. Przyszłością medycyny będzie też
dostosowanie człowieka do życia na innych planetach, pod jednym warunkiem, że
zostanie zrzucone z nas chomąto nadmiernej wartości pieniądza w stosunku do
wiedzy i nauki. To ludzie wiedzy i nauki powinni decydować co dla nas jest
dobre, a nie ludzie, dla których doraźny interes finansowy jest na pierwszym
miejscu. Hamują oni rozwój nauki i badań korzystnych dla poprawy jakości życia
człowieka. Podobne zachowanie można zaobserwować w kościele. Hierarchowie zamiast nakazać rozpowszechnianie Metody samoleczenia wśród wiernych i chwalić Boga że dał nam takie możliwości, nabrali wody w usta. Metoda B.S.M. zrównuje wszystkich. Zarówno mogą się nią leczyć chrześcijanie, jak i buddyści czy wyznawcy Mahometa. Mogą się też leczyć Żydzi i ateiści. Żadna religia nie jest już uprzywilejowana do "cudownych uzdrowień". Jedynym przywilejem, jakim może się pochwalić religia chrześcijańska, to to, że Jezus przewidział stosowanie Metody. Dlatego to z inspiracji kościołów chrześcijańskich, powinno nastąpić działanie dla zjednoczenia się wszystkich religii. Tak nie jest, bo nauki Jezusa są dla hierarchów mniej ważne niż ich własny konformizm, zakłócony widocznie możliwością powstania takiej symbiozy. Obecnie, tak jak zawsze w historii kościoły współdziałają z korporacjami biznesu i władzą państwową. Władza państwowa musi się z nimi liczyć, bo dają one potencjalnych wyborców. Biznes finansuje te wybory. Jest to bardzo korzystna sytuacja dla instytucji kościelnych. W tym kole nie ma miejsca dla radosnego darmowego odkrycia i "kochania bliźniego swego jak siebie samego". Chyba, że wpuści się do niego ludzi nauki i to z głosem decydującym. Piotr Lewandowski
|
Wyszukiwarka Czy
masz już
Zobacz
Księgę Gości
|
Copyright Leszek Korolkiewicz 2007-8 info( @ )lepszezdrowie.info Zastrzeżenie Licznik: |